|
Blog > Komentarze do wpisu
SZLAKIEM HO CHI MINH'a 5Wracamy do pisania bloga! Podróż szlakiem wuja Ho czeka na kolejną odsłone....a więc start!
Już południe, ale jest wyjatkowo przyjemnie. Ani za chłodno, ani za gorąco. Niebo spowite miłymi potulnymi białymi barankami i mniej sympatycznymi ciemnymi chmurami (czyżby to kumulusy?) - ale myślę, że deszczu nie będzie. Droga przyjemnie pnie sie w górę, asfalt jest świeżo położony i prosty jak tafla lodu - droga pokryta małymi kamyczkami, po bokach aluminiowe barierki, dodatkowo jakies białe linie wymalowane wdłuż poboczy... no i żywego ducha nie ma! Wspaniałe odprężenie nie ma końca - po zgiełku i codziennym gwarze wietnamskiej rzeczywistości, przyjemna cisza. Krajobraz początkowo wydaje mi się bardzo ciekawy: dżungla, pojedyncze domy - tochę w budowie, część juz zbudowana i pokryta żółtą farbą z naciekami zielonych porostów, rzeczki i różnorodne jedziorka i rozlewiska wodne, wystajace z dżungli skalne nawisy zieleni, skały. ...wszystko zaczyna sie powoli robić monotonne. Cały czas to samo....no może z wyjątkiem mijanych na drodze motorów - z których wiekszość ma kluczyki w stacyjkach. Ale stale żadnych ludzi. Błogostan i melancholia.... jak na zdjęciach poniżej.... Ogarnia mnie znudzenie. Przyspieszam. Aż tu nagle, ZONG!!!! Za zakrętem na drodze wielki głazior. Udaje mi się go zwinnie ominąć, ale na samą myśl o tym, ze ktoś mógłby jechać z naprzeciwka przechodzi mnie zimny dreszcz. Albo gdybym to ja się zagapił , brrr.... Najwyższa pora na odpoczynek i kanapeczkę. Swoją drogą jakby tak spadło to "coś" na jadący motor lub samochód - mogłoby być niewesolo... KAMYCZEK, KURNA.... Z ZZA ZAKRĘTU ZBYTNIO GO NIE WIDAĆ DLA PORÓWNANIA - MOTOR. JEST Z CZYM SIĘ ZDERZYĆ! W penym momencie domy znikneły zupełnie, a dookola rozpościerala sie już tylko dżungla. Wspaniale i ogromne drzewa, kilkumetrowe paprocie (to zdjęcie muszę pokazać babci, która od lat choduje w swoim mieszkaniu paprotkę. Jej "krzaczek" ma blisko metr wysokości, ale chyba nie ma ona pełnej swiadomości jakie mogą być efekty rozrostu wspomnianej rośliny), pnące się dookoła drzew liany i kłącza. Dotychczasowa cisza zamienia sie w miły, nastrojowy jazgot dochodzący z wnętrza zielonego kłebowiska. Śpiewy ptaków, popiskiwania, buczenie, mruczenie, dzikie odglosy małp, ujadanie, wycie... Zaczynam sie zastanawiać, które z tych zwierząt uda mi się spotkać. Narazie jednak zamiast zwierząt pojawiaję się znaki drogowe i jakieś murowane słupki z tablicami. Wydaje mi się to dość zabawne bo na poprzednich odcinkach znaków było niewiele (albo wcale nie istniały), a tu nagle takie zagęszczenie. Pojawiają się znaki we właściwych miejscach na równi z tymi w zupełnie w bezsensownych lokalizacjach. Wygląda to trochę tak, jakgdyby był plan i budżet na oznakowanie drogi, a robotnicy przypomnieli sobie o tym fakcie w ostatnim momencie i nastawiali znaków. Gigantem jest znak położony 100 metrów za skrzyżowaniem informujący o rozjeździe. Żeby było zabawniej jest on ustawionyn na poboczu i wskazuje drogi do nikąd. Ha ha ha, koniec świata jest coraz bliżej. DŻUNGLA I DŻUNGLA II MOST TRA ANG SKRZYŻOWANIE DO NIKĄD Tylko co minąłem śmieszne skrzyżowanie zaczęło się to czego oczekiwałem. Nie ma o czym pisać. Wystarczą zdjęcia. Droga zatarasowana błotnymi lawinami. Część lawin zostałą zgarnięta na bok - tak aby umożliwić przejazd; część jest w trakcie usuwania - o czym dobitnie świadczą pozostawione przy zwałowiskach maszyny. A kilka lawin musiało zejść dopiero co oczym świadczą pracujące na miejscu maszyny. Większość tego sprzętu to mocno używane maszyny japońskie, koreańskie i chińskie - chociaż z chińskim sprzętem to różnie bywa, bo zazwyczaj po kilku miesiącach używania wygląda jak kilkuletni...
piątek, 25 kwietnia 2008, sajgonlife
|
|